
Twórz treści sama – Deleguj resztę
Zlecenie tworzenia treści – normalny etap w biznesie, który chce wejść na wyższy level. Normalny etap w biznesie, którego właścicielka chce uwolnić swój czas i zacząć robić rzeczy ważne.
Ale to właśnie tworzenie treści jest ważne. Tak samo jak to, żeby robiła to sama właścicielka.
Już wyjaśniam – i wcale nie mam zamiaru zniechęcać Cię do delegowania. Po prostu deleguj to, co warto – a nie myślenie 🙂
Zanim o biznesie – pofilozofujmy
To, co tworzysz, a potem publikujesz, to Twój przekaz. Przedłużenie Ciebie. Twój głos. Perspektywa, spojrzenie na świat, wyróżnik. Masz swój język i emocje, które tym językiem wyrażasz. To wszystko jest częścią Twojej niepodrabialnej tożsamości.
Treści, zwłaszcza jeśli mają w sobie cząstkę storytellingu, potrafią stworzyć między autorem a odbiorcą emocjonalną więź. W ten sposób budujesz relacje. Zaufanie, którym dzięki temu obdarza Cię drugi człowiek, przekłada się potem na sprzedaż.
Owszem, ktoś może zrobić wszystko w Twoim imieniu. Ale czy na pewno chcesz, żeby się za Ciebie komunikował?
Druga osoba też ma swój filtr, tożsamość, doświadczenia, przez pryzmat których postrzega świat. Nie jest to gorsze ani lepsze niż Twoje, po prostu inne.
Oddając komuś całość tworzenia treści i komunikacji, pokazujesz swoim klientom perspektywę tej osoby. O ile w przypadku marki, firmy to jeszcze może przejść, o tyle marka osobista, jak sama nazwa mówi, jest osobista. Zapraszamy do udziału w niej osobiście 🙂
Twoja znajomość rynku i klientów
To, co wiesz i wypracowałaś, jest zbyt cenne, by to chować za sztywnymi ogólnikami z briefu. Nawet najlepszy copywriter nie ma takiego doświadczenia w tym, co robisz, jak Ty sama. Nie zna tak Twojego klienta, nie ma za sobą tylu różnych fakapów w branży, nie świętował sukcesów.
Doradzi Ci, jak zaprojektować treść, podrasuje ją sprzedażowo, ale nie siedzi w tym tak merytorycznie jak Ty. Bez Twojego wkładu będzie tam więcej teoretyzowania niż doświadczeń, a tym już się w dżungli contentowej nie wyróżnisz.
Dziś wyrazistość jest bardzo ważna: a to właścicielka na bazie swojego doświadczenia tworzy treści opiniotwórcze, ryzykowne. Choć czasem zdarza się odwrotnie: to copy jest tą osobą z pazurem, podczas gdy właścicielka marki to osoba, która w rzeczywistości nie tworzyłaby zaczepnych treści. I tu też rozjeżdża się spójność, a ludzie to czują.
Delegowanie treści – kiedy nie jest oszczędnością czasu?
Wszystko rozbija się o intencję. Niestety delegowanie treści często przypomina desperacką próbę jak najszybszego zdjęcia z siebie zadań. A co nagle, to po diable i wtedy okazuje się, że:
Nie oszczędzasz czasu, bo toniesz w poprawkach. Albo dlatego że podwykonawca nie kuma, albo brief nie był wystarczający, albo Twój perfekcjonizm nie daje Wam obojgu żyć. Każda runda zużywa więcej funkcji poznawczych niż napisanie treści od zera.
Dokładasz sobie pracy ciągłym briefowaniem tonu marki. Każdemu copywriterowi tłumaczysz swój styl myślenia – i nic dziwnego, bo czy da się to opisać i zamknąć w jednym dokumencie?
W wielu przypadkach o wiele łatwiej to idzie, gdy wkład merytoryczny jest Twój, a osoba od contentu robi wszystko dookoła: grafiki, publikacje itd.
Tworzenie treści: niepilne, ale ważne
„Ona mnie nie rozumie, ja nie mam tyle czasu na tworzenie postów” – wiem, że moja perspektywa może budzić Twój sprzeciw. Bo content marketing na tle innych spraw w firmie zawsze wypada jako ten niepilny i nieważny. Albo ważny, ale niepilny.
Tymczasem dobre treści sprzedają w tle, edukują Twojego klienta bez Twojego udziału w czasie rzeczywistym, filtrują nieidealnych klientów. Treści budują Twoją pozycję, zanim będziesz jej potrzebować: spadnie sprzedaż, rynek się zmieni albo skończy się budżet na reklamy. Nie mówiąc już o przejściowych problemach zdrowotnych albo mniejszej ADHD-owej energii.
Może zbudowanie tego nie wygląda tak kusząco jak gaszenie pożaru, bo brak treści nie boli od razu. Ale jest to ważne. I ważne też, żeby nie robić go dopiero w trybie pilnym, bo wtedy pachnie paniką, desperacją, niespójnością i ciśnieniem na wynik.
To co, nie mam delegować treści?
Nie, to nie znaczy, że nigdy żaden copy czy chatGTP nie ma za Ciebie napisać ani jednego zdania.
Ja sama z klientkami wypracowuję sposoby, dzięki którym mają wsparcie również na etapie kreacji – ale jednak są w tym procesie tworzenia treści obecne.
Skrobnięcie krótkiego copy pod posta to coś innego niż pogłębiony newsletter albo prowadzenie profilu na Instagramie. Opisy produktów do sklepu albo seria sprzedażowych newsletterów może być dobrym odciążeniem dla Twojej głowy i kalendarza – ale jeśli czujesz, że wszystko zrobiło się zbyt generyczne, czas zasilić Twoje treści Tobą.
Głównie chodzi więc o to, by nie popadać w skrajności – i nie oddawać odpowiedzialności tam, gdzie może to słono kosztować. Zwłaszcza jeśli jest to jakiś sposób na ucieczkę.
Jeżeli nie bierzesz udziału we własnej komunikacji w internecie, powstaje rozdźwięk między Tobą online a offline. Język, historie, komunikacja nie są tylko sztucznym konstruktem rozpisanym w briefie, ale czymś, co żyje i realnie oddziałuje na odbiorcę. A w zasadzie mają taki potencjał – i jeśli chcesz go zachować, to nie rób z tego tylko sztywnego briefu do interpretacji kogoś innego.
I to nie oznacza, że masz zostać z tym sama. Deleguj to, co warto – i na czym Twoja marka osobista zyska, a nie straci. Nie oddelegowuj myślenia 🙂 Może do zrobienia pierwszych kroków w udanym delegowaniu zachęci Cię wpis o prostym systemie delegowania treści. Do zobaczenia 🙂
zerknij też na wpisy:
-
Przełam strach przed delegowaniem. Jak zrezygnować z kontroli i nie stracić na jakości?
Strach przed delegowaniem ma zwykle konkretną twarz. Twoją własną 😉…
-
Narzędzia do prostego recyklingu treści – Mój must-have
Recykling treści jest jedną z contentowych strategii, które grają na Twoją korzyść. Nie wymaga wymyślania treści od zera ani hiperfokusa na żądanie. Bierzesz to, co już masz, i robisz z tego coś równie wartościowego.