
Przełam strach przed delegowaniem. Jak zrezygnować z kontroli i nie stracić na jakości?
Strach przed delegowaniem ma zwykle konkretną twarz. Twoją własną 😉 Bo Ty wiesz najlepiej, jak coś powinno być zrobione. Wcale Ci nie dowalam, zosia samosia mogłabym mieć na trzecie i czwarte, znam temat.
Ale lubię też mieć rzeczy zrobione, więc dzielę się obfitością swoich contentowych zadań z zaufaną osobą. Tak, myśl o powierzeniu komuś zadań wiąże się z wieloma wątpliwościami, ale na pewnym etapie biznesu bez tego nie pójdziesz dalej – albo pójdziesz i zajedziesz się na amen.
Pogadajmy o tym.
„Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”
Prawda i nieprawda jednocześnie.
Nikt nie zrobi treści tak jak Ty, bo nie jest Tobą, nie ma Twojej historii, Twojego sposobu myślenia, ekspertyzy… wszystkiego. Ale niektóre rzeczy nie wymagają odpicowania na 110%.
Nie wszystkie etapy tworzenia treści wymagają Twojego zaangażowania. Czy naprawdę nikt inny nie obsłuży Buffera? Nie ogarnie napisów do rolki? Nie wrzuci tekstu w Twój szablon? O takich zadaniach mówimy, a nie o pisaniu za Ciebie newslettera 🙂
Co w Twoim procesie tworzenia treści faktycznie wymaga Twojego głosu i myślenia, a co jest po prostu zadaniem do wykonania (rowem do wykopania :D)? To drugie możesz oddać i działać w tym obszarze, który bardziej wymaga Twojej obecności.
„Stracę swój głos w treściach”
Dlatego właśnie Twój głos to coś nieoddelegowywalnego [super użyć słowa, które trzeba sprawdzać dziesięć razy, czy dobrze się napisało – ale przynajmniej wiesz, że to człowiek tu nadaje, nie AI]. Więcej o tym przeczytasz tutaj: Twórz treści sama, deleguj całą resztę.
O ile pozostaniesz w procesie tworzenia treści, będziesz dostarczać mięcho, to Twoim treściom nic złego się nie stanie.
Strach przed delegowaniem, czyli „Coś może pójść nie tak”
Czasem pójdzie tak, czasem nie tak 🙂 Lepiej być na to przygotowanym, niż po pierwszej wpadce stwierdzić, że delegowanie nie jest dla Ciebie.
Błędy we współpracy to nie dowód na to, że ktoś się nie nadaje – ani że Ty się nie nadajesz do delegowania. Może proces był dziurawy albo zadanie niejasne. Może nie ustaliliście terminu realizacji, a feedbackiem było „coś mi tu nie gra, ale nie wiem co?” (więcej w tym wpisie).
No i w sumie… Coś pójdzie nie tak – co jest strasznego w tej wizji? Zawód kimś? To, że będzie błąd w treściach? Że ktoś Cię nie zrozumie albo będzie trzeba mu zwrócić uwagę na coś?
Budowanie zaufania warto rozpoczynać przy zadaniach, których zjebanie nie będzie szkodą dla marki czy firmy 😉
Jakość bez mikromanagementu
Mikromanagement to znak, że albo nie ufasz procesowi, albo nie ufasz drugiej osobie, albo jedno i drugie. Tak zwykle daleko się nie zajeżdża.
Zamiast kontrolować każdy krok, zainwestuj czas na początku. Opisz standardy swojej marki choćby w kilku zdaniach. Ustal miniproces: kto co robi, na kiedy, gdzie to ląduje i jak wygląda feedback. Jedno proste narzędzie do ogarniania zadań – niekoniecznie skomplikowane, wystarczy coś, dzięki czemu obie strony będą kumać bazę.
To dobry fundament, dzięki któremu można trochę odpuścić kontrolę bez poczucia, że wszystko się posypie. Wyobraź sobie solidny budynek – raczej nie poleci przy byle podmuchu wiatru? 😉
Po coś była ta kontrola
Jak piszę takie teksty, to często siedzi mi w głowie fragment „Rapowego ziarna”: „Nie mówię ci, co ty masz robić…”. Nie chcę, żeby to wszystko brzmiało w stylu taniego hooka z IG, że jak nie delegujesz, to popełniasz wielki błąd. Wiem, że problemy z kontrolą to zwykle głębszy problem, a ona sama wiąże się z lękiem i prawdopodobnie kiedyś pomogła Ci przetrwać.
Pozbywanie się więc tego mechanizmu obronnego na siłę może wcale nie być dobrym pomysłem. Nie o to chodzi, żeby delegować na przekór sobie albo z presji, że już powinnaś to robić. Raczej powoli odpuszczać i przekonać się, że świat się nie wali. A i może biznes idzie do przodu 🙂
zerknij też na wpisy:
-
Narzędzia do prostego recyklingu treści – Mój must-have
Recykling treści jest jedną z contentowych strategii, które grają na Twoją korzyść. Nie wymaga wymyślania treści od zera ani hiperfokusa na żądanie. Bierzesz to, co już masz, i robisz z tego coś równie wartościowego.
-
Delegowanie contentu w małym zespole: sukcesy i pułapki
Jestem osobą, która zarówno zleca elementy procesu tworzenia treści, jak i robi je na czyjeś zlecenie – i z tej perspektywy chciałabym opowiedzieć Ci o kilku rzeczach, które zwykle umykają w rozmowach o delegowaniu treści.